Recenzja i nagroda Revival Audio Atalante 4 - StereoLife

Revival Audio to młodziutka, bo założona zaledwie trzy lata temu firma specjalizująca się w produkcji zestawów głośnikowych. Niektórym audiofilom jej nazwa jeszcze niewiele mówi, co wydaje się zupełnie zrozumiałe, za to oferowane przez nią kolumny wydają się wyjątkowo dojrzałe, przemyślane i dopracowane. Nie jest to przypadek, bowiem za całym przedsięwzięciem stoją dwaj przyjaciele z ogromnym doświadczeniem w branży audio - Daniel Emonts i Jacky Lee. Pierwszy jest projektantem, który może się pochwalić ponad 30-letnim doświadczeniem w pracy dla znanych marek audiofilskich, takich jak Focal czy Dynaudio. Co więcej, w obu firmach zajmował wysokie stanowisko, zasadniczo kierując pracami nad wszystkimi nowymi modelami, w związku z czym miał dostęp do nowych technologii i patentów, z których znaczna część powstała z jego inicjatywy. Drugi z założycieli francuskiej manufaktury jest Tajwańczykiem mieszkającym obecnie w Szwajcarii. Jacky Lee nadzoruje biznesową stronę przedsięwzięcia i ma do tego kompetencje, ponieważ wcześniej zajmował się takimi sprawami w Dynaudio i IBM-ie. Katalog Revival Audio wciąż jest dość ascetyczny, ale braki ilościowe z nawiązką nadrabiane są pomysłowością i jakością dostępnych konstrukcji. Kluczową rolę w ofercie pełni seria Atalante, która dotychczas składała się z zaledwie dwóch modeli - dużych monitorów Atalante 5, które mogą pracować zarówno na podłodze, jak i na niewysokich standach, oraz znacznie mniejszych, typowo podstawkowych głośników Atalante 3. Gabarytowa różnica między tymi zestawami jest tak duża, że niedługo po wprowadzeniu na rynek tańszej serii Sprint założyciele Revival Audio zaprezentowali "coś pomiędzy" - Atalante 4.

 

W materiałach prasowych przeczytamy, że "czwórka" ugruntowana jest w brzmieniowym dziedzictwie poprzednich głośników z serii Atalante, jednocześnie podnosząc granice za pomocą nowych innowacji. Producent twierdzi, że ten nowy głośnik podłogowy łączy klasyczne detale projektowe z nowoczesną estetyką, co czyni go stylowym dodatkiem do dużych i małych pomieszczeń. Poprzez zbalansowane połączenie stylów francuskiego i japońskiego, Atalante 4 ma nawiązywać zarówno do stylu współczesnego, jak i klasycznego. Nieoceniona miała być tutaj pomoc paryskiego studia projektowego A+A Cooren, z którym Revival Audio współpracuje w zasadzie od początku. "Dobry produkt hi-fi jest spójny z ogólnym kontekstem - projektowania, produkcji i użytkowania. Ten cel może być osiągnięty tylko w zespole, w którym wszystkie elementy ewoluują we wzajemnej stylistyce i synergii. Właśnie dlatego wykonujemy tę pracę i cieszymy się, że możemy współpracować z zespołem Revival, ponieważ to pasja jest naszym wspólnym spoiwem. Nasza dbałość o szczegóły projektu, która jest wypadkową naszego know-how, przejawia się w intensywności muzycznych doznań i obcowaniu z muzyką. Dźwięk, podobnie jak powietrze i woda, jest żywiołem, z którym zawsze lubiliśmy pracować, ponieważ jest on w nieustannym ruchu i jest wszechobecny wokół nas." - mówią projektanci A+A Cooren.

W modelu Atalante 4 wzrok przyciągać mają design z paskiem i węzłem, grawerowane laserowo logo Revival Audio oraz zestaw stylizowanych nóżek z funkcją łatwej regulacji, podkreślających wizualny charakter głośnika. Wyznacznikami dobrego stylu mają być też wyselekcjonowana okleina orzechowa i dwuczęściowa maskownica. Wszystko to brzmi interesująco, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że "czwórka" jest nie tyle pomostem między "trójką" a "piątką", bo wówczas otrzymalibyśmy pewnie coś w rodzaju zmniejszonych, trójdrożnych monitorów, ale takim brzmieniowym odpowiednikiem "piątki" w bardziej przystępnej formie. O ile bowiem nie każdy meloman rozumie ideę potężnego monitora utrzymanego w vintage'owym stylu (a nawet jeśli takie kolumny się komuś podobają, niekoniecznie będzie on miał warunki, aby postawić takie skrzynie w swoim salonie), o tyle z klasycznymi, na pierwszy rzut oka zupełnie normalnymi w sensie kształtu i gabarytów podłogówkami klienci powinni poradzić sobie bez problemu. Atalante 5 są wspaniałe, ale "czwórki" zdają się robić tę samą albo bardzo podobną robotę, powinny być zdecydowanie łatwiejsze w ustawieniu, nie zajmują aż tyle miejsca na podłodze, nie wymagają kupna nietypowych standów, a do tego są tańsze od "piątek" o ponad 4000 zł. Mając na uwadze to, jak dobrze grają Atalante 5, mógłbym w tym momencie ogłosić, że mamy kandydata na rynkowy hit. Ale czy na pewno? Czy "czwórki" to faktycznie taki odpowiednik "piątek" w zgrabniejszym opakowaniu, czy może zupełnie nowe kolumny, których z wcześniejszymi konstrukcjami Revival Audio nie łączy absolutnie nic oprócz wyglądu i owego grawerowanego laserowo emblematu?

Wygląd i funkcjonalność

Ładne są, skubane. Do tego mam wrażenie, że podobnie jak dwa pozostałe modele z tej serii, na żywo prezentują się nawet lepiej niż na zdjęciach. Częściowo może to wynikać z faktu, że patrząc na kolumny na ekranie komputera, zwracamy uwagę głównie na ich kształt, wybarwienie, może niektóre detale, o ile rozdzielczość obrazów pozwala je dostrzec, natomiast w rzeczywistości nasze odczucia potęgowane są przez to, co widzimy z bliska, czego możemy dotknąć, a także to, czym producent zapomniał się pochwalić. W przypadku Atalante 4 jest co najmniej kilka takich aspektów, które docenimy dopiero w bezpośrednim kontakcie. Pierwszym - i tu historia się powtarza - jest jakość stolarki, z naciskiem na fornir, nietypowe zdobienia i ogólną perfekcję wykonania. W kwestii kolorystyki Revival Audio nie daje nam żadnego wyboru. Kolumny z serii Atalante są dostępne tylko w naturalnym fornirze dębowym. Co prawda pojawiły się już pogłoski o wprowadzeniu innych wersji wykończeniowych, a z pewnego źródła wiem, że już teraz istnieje możliwość zamówienia paczek pokrytych innym fornirem, jednak wiąże się to z dopłatą, nie wspominając już o dochodzącym do kilku miesięcy oczekiwaniu na wymarzone głośniki.

Brak opcji kolorystycznych "czwórki" nadrabiają poczuciem obcowania z przedmiotem wykonanym z wyjątkową jak na ten przedział cenowy dbałością o detale. Charakterystycznym elementem zestawów z tej serii jest ozdobny, poziomy "pasek" biegnący przez całą skrzynię między głośnikiem średniotonowym a wooferami. Posługując się bardziej fachową terminologią, mamy do czynienia intarsją, czyli techniką polegającą na wykonywaniu ornamentu z różnych, najczęściej kontrastujących ze sobą gatunków drewna. Aby osiągnąć taki efekt, w bazowym fornirze wycina się zagłębienia, które następnie wypełniane są podobnym materiałem w innym odcieniu. Owo zdobienie w opisywanych podłogówkach jest dość dyskretne. Podobnie jak to miało miejsce w "piątkach", wydaje mi się, że do jego wykonania użyto tego samego forniru, ale z innej partii, a dodatkowo wstawiono go tak, aby rysunek drewna był obrócony w stosunku do tego bazowego o dziewięćdziesiąt stopni. Wyraźnie widać, że na pionowych ściankach obudowy słoje układają się pionowo, a na ozdobnym pasku - poziomo. Kropką nad "i" jest okrągłe logo Revival Audio. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, trochę szkoda, że w tych smukłych, wysokich podłogówkach mamy tylko jedną taką obramówkę. Moim zdaniem aż się prosiło dodać kolejną intarsję pod głośnikami niskotonowymi, ale już bez firmowego emblematu. W ten sposób skrzynia zostałaby podzielona na trzy niemal równe części. Być może projektanci nie chcieli przesadzić. Pamiętali jednak o tym, aby ozdobny pasek był widoczny również wtedy, gdy będziemy musieli zasłonić głośniki maskownicami. Do każdej z kolumn dostajemy bowiem dwie - jedna chroni tweeter i średniotonowiec, a druga zasłania woofery. Wygląda to ciekawie, a szary kolor maskownic dodaje "czwórkom" vintage'owego stylu.

Jak wspomniałem wcześniej, francuscy projektanci twierdzą, że jednym z elementów wyróżniających opisywany model mają być nóżki z funkcją łatwej regulacji. Wielkie mi rzeczy - pomyślałem. Po pierwsze nie jest to żaden przełomowy wynalazek, a po drugie nawet gdyby było to jakieś osiągnięcie, to w kolumnach za 17890 zł nikt aż takiej łaski nam nie robi - w komplecie powinniśmy dostać niejeden taki gadżet. I dostajemy, a to, o czym informuje Revival Audio, to zaledwie muśnięcie tematu, ogromne niedopowiedzenie. Atalante 4 są bowiem zapakowane w sposób, jaki jest normą w przypadku wielokrotnie droższych, hi-endowych zestawów głośnikowych. Wraz z daniem głównym otrzymujemy bardzo ładne pudełko z akcesoriami, spoczywające oczywiście w precyzyjnie powycinanym arkuszu szarej pianki, pogrupowane po cztery. Po odwróceniu kolumny do góry nogami do każdego narożnika, za pomocą dwóch śrub wchodzących w nagwintowane tuleje, przykręcamy dużą, metalową nóżkę, a następnie w jej koniec wkręcamy duży kolec i górną nakrętkę blokującą. Aby ostre stożki nie porysowały podłogi, producent dorzuca jeszcze duże, metalowe podkładki podklejone od spodu korkiem. Sferyczne wgłębienia w owych podkładkach są na tyle duże, że spokojnie będzie można przesuwać podłogówki po parkiecie w taki sposób, aby wszystkie cztery krążki "jechały" razem z kolcami. Jeżeli nigdy tego nie robiliście, myślicie pewnie, że to drobiazg, ale wierzcie mi - człowiek szybko zaczyna doceniać takie rzeczy, gdy próbuje w pojedynkę przesunąć ciężkie kolumny i dopiero po pewnym czasie zauważy, że dwie podkładki postanowiły opuścić pokład. Stawiać, ryzykując dziury w podłodze, czy trzymać, próbując sięgnąć po podkładki nogą lub przywołać je siłą woli? Kiedy widzę, że producent myśli o takich rzeczach, od razu wiem, że mam do czynienia z urządzeniem zaprojektowanym przez profesjonalistów. Z punktu widzenia użytkownika dopracowane nóżki mają dwie główne zalety - świetnie wyglądają i zapewniają kolumnom stabilność. Atalante 4 są wysokie i stosunkowo wąskie, więc ze standardowymi cokołami wystającymi najwyżej 2-3 cm poza obrys skrzynki byłyby podatne na przewrócenie, a tak - pełen luz. Aby doprowadzić do wypadku, trzeba się postarać. Wyposażenie i opakowanie francuskich podłogówek robią wrażenie. Szkoda, że projektanci tak mocno nie przyłożyli się do gniazd. Same terminale wyglądają porządnie, ale zostały zamontowane w małym, plastikowym profilu, co budzi skojarzenia z budżetówką. Do tego są pojedyncze, więc jeżeli ktoś marzy o bi-wiringu lub bi-ampingu, z tymi kolumnami akurat nie będzie mógł zrealizować swoich fantazji.

Najciekawsze z punktu widzenia konstrukcji i brzmienia są oczywiście przetworniki. Revival Audio nie korzysta z gotowców, co w przypadku debiutującej na rynku firmy jest niecodzienne, żeby nie powiedzieć - niespotykane. Można przypuszczać, że wynika to z doświadczenia Daniela Emontsa, ponieważ jego najbardziej znani byli pracodawcy, Dynaudio i Focal, produkują zestawy głośnikowe od podstaw, inwestując we własne ośrodki badawczo-rozwojowe, stolarnie i linie produkcyjne. Wkręcanie gotowych przetworników w sprowadzane z daleka obudowy musi być dla inżynierów tych firm tym, czym dla najlepszych szefów kuchni byłby pokaz umiejętności kulinarnych polegający na przyrządzeniu płatków kukurydzianych z mlekiem i podgrzaniu takiego mistrzowskiego dania w mikrofali. Domyślam się, że przetworniki Revival Audio są produkowane na zamówienie przez jednego z dużych dostawców takich podzespołów, ale sam fakt, że mamy do czynienia z zestawami zaprojektowanymi od podstaw, wyjątkowymi i niemożliwymi do podrobienia, zasługuje na szacunek. Tylko gdzie się podziała kopułka średniotonowa, którą widzieliśmy w modelu Atalante 5? Rozumiem potrzebę stworzenia smukłej, nowoczesnej kolumny podłogowej, bo potężne monitory z wielkim wooferem to sprzęt dla ludzi otwartych na eksperymenty i gotowych na pewne poświęcenia. Nie wiem natomiast, dlaczego Daniel Emonts nie skończył na zastąpieniu jednego 30-cm głośnika niskotonowego dwiema jednostkami o średnicy 18 cm, nie ingerując w sekcję średnio-wysokotonową. W "czwórkach" częstotliwości od 3 kHz w górę odtwarzane są przez 28-milimetrową miękką kopułkę z opatentowaną technologią ARID (Anti Reflection Inner Dome), ale w zakresie od 550 Hz do 3 kHz pracuje 13,5-cm głośnik wyglądający jak mniejsza wersja jednostek basowych, z membraną BSC (Basalt Sandwich Construction). Revival Audio chwali się, że jest to pierwszy przypadek zastosowania takiej membrany w głośniku średniotonowym, ale jak miało być inaczej, skoro BSC to wynalazek francuskiej firmy, z którego nie korzysta nikt inny? W materiałach informacyjnych przeczytamy również, że jednostka ta osiąga subtelny balans między sztywnością a lekkością konstrukcji. Super, ale największym atutem "piątek" jest właśnie kopułka średniotonowa - element, którego w kolumnach z tego przedziału cenowego praktycznie się nie widuje. Trochę szkoda, ale kto wie, może membrana BSC sprawdzi się w zakresie średnich tonów nawet lepiej niż w wooferach? Pora się przekonać.

Brzmienie

Koncepcja francuskich projektantów okazała się wyjątkowo łatwa do rozszyfrowania. Już po kilku pierwszych minutach odsłuchu wiedziałem, że Atalante 4 nie są tylko zgrabniejszą wersją "piątek" - są czymś trochę innym, choć pod wieloma względami równie kuszącym. Daniel Emonts i Jacky Lee musieli dojść do wniosku, że imitowanie brzmienia wyższego modelu nie ma sensu, bo po pierwsze nie udałoby się tego osiągnąć, po drugie oznaczałoby to porzucenie szansy na wykorzystanie zalet węższych skrzynek (przestrzeń) i mniejszych wooferów (szybkość), a po trzecie stworzyłoby sytuację, w której obie konstrukcje musiałyby rywalizować o względy tego samego klienta. Zamiast walczyć z wiatrakami, założyciele Revival Audio zdecydowali się na odwrotny wariant, kierując "czwórki" na nieco inne tory. Oczywiście słychać tu pewne podobieństwa, głównie w sferze umiejętnego zestrojenia wszystkich elementów ze sobą, ale usposobienie opisywanych podłogówek jest inne. Jeżeli "piątki" skręcają w stronę brytyjskich monitorów o ciepłym i pogrubionym brzmieniu, to Atalante 4 idą w kierunku przedstawicieli francuskiej szkoły brzmienia, takich jak Triangle, Focal czy Jean-Marie Reynaud, przy czym należy zaznaczyć, że robią to bardzo dyskretnie - są nawet bliższe całkowitej neutralności, umownego zera niż Atalante 5. Wykorzystano naturalny potencjał takich smukłych kolumn, otrzymując brzmienie dynamiczne, szybkie, przejrzyste i nowoczesne, a jeśli już "czwórki" zdradzają jakieś oznaki własnego charakteru, przypominają nam o swoim rodowodzie, robią to niezwykle ostrożnie, wstrzemięźliwie, jakby chciały tylko puścić do nas oko - upewnić się, że rozumiemy, z jakiego obozu się wywodzą i jakie są ich preferencje. Niewykluczone, że melomani nie mający takich punktów odniesienia, nie znający audiofilskich stereotypów, nieświadomi podziałów na różne obozy i innych wojen kulturowych wewnątrz tej nieco hermetycznej społeczności, w ogóle tego nie zauważą. Dla nich Atalante 4 będą po prostu znakomitymi, uniwersalnymi kolumnami, które radzą sobie z każdym gatunkiem muzycznym, a do tego są wyjątkowo "łatwe w obsłudze" - zarówno w kwestii ustawienia, jak i doboru sprzętu towarzyszącego.

Nawet jeśli komuś podoba się brzmienie ogromnych monitorów wyposażonych w 30-cm głośnik niskotonowy, potrafiących oczarować słuchacza barwą i gęstością średnich częstotliwości, oferujących odrobinę staromodnej magii, trudno jest zlekceważyć plusy "czwórek". W porządku, ich bas na pewno nie jest aż tak głęboki, swobodny i mięsisty, ale porusza się zdecydowanie żwawiej, bez problemu wyrabia się na zakrętach, dzięki czemu sprawdza się nawet w repertuarze wymagającym od głośników wyjątkowej dyscypliny. Większość melomanów lubi od czasu do czasu zafundować sobie subwooferowy masaż brzucha, ale kiedy muzyka przestaje płynąć, a zaczyna galopować, zaczynamy doceniać nie tylko to, jak każde niskotonowe uderzenie się zaczyna i jak przyjemnie wybrzmiewa, ale przede wszystkim to, jak się kończy. Atalante 4 potrafią ucinać dźwięki w porę, a jeśli myślicie, że odbywa się to kosztem spłaszczenia czy osłabienia dolnego skraju pasma, nie powiedziałbym. Fakt, w ich brzmieniu można zauważyć tę charakterystyczną dla francuskich kolumn tendencję do rozjaśniania, ale jest ona tak minimalna, że wspominam o tym tylko z kronikarskiego obowiązku. Podczas testu - z systemem skonfigurowanym tak, aby grał w miarę liniowo - wystarczyło wymienić jedną lampę w przedwzmacniaczu, aby dźwięk stał się zbyt gruby, przesadnie dociążony. Gdybyśmy wyobrazili sobie idealnie przejrzysty zestaw, do skorygowania charakteru opisywanych podłogówek, ich ledwo zauważalnej skłonności do przechylania szali na korzyść wysokich tonów, wystarczy pewnie zmienić interkonekt. I to nie na taki, który wprowadza silne basowe turbodoładowanie, lecz taki, którego działanie będzie stosunkowo dyskretne. Co ważne, Atalante 4 trzymają fason w każdych okolicznościach i są mniej wrażliwe na ustawienie niż "piątki". Tam bowiem wysunięcie skrzynek do przodu o 20-30 cm powodowało całkowitą zmianę charakterystyki tonalnej. Nagle zamiast potężnego, głębokiego dźwięku można było uzyskać coś, co przypominało odsłuch średniej wielkości monitorów w obudowie zamkniętej. Tutaj nie doświadczymy aż tak dużych różnic, choć podobnie jak w przypadku "piątek" wydaje się, że najrozsądniej będzie zostawić około 30-50 cm od tylnej ściany.

Drugą istotną różnicą między opisywanym modelem a większym i droższym monitorem z tej samej serii jest średnica. W "piątkach" była nasycona, obecna, bliska, ekspresyjna, sugestywna, czytelna i wyrazista, a więc dokładnie taka, jakiej moglibyśmy się spodziewać po dobrym przetworniku kopułkowym. Atalante 4 oferują w tym zakresie brzmienie mniej charakterystyczne i czarujące, za to bardziej obiektywne, bliskie całkowitej neutralności. Po raz kolejny mamy więc do czynienia z sytuacją, w której - jeśli odłożymy na bok nasze osobiste preferencje - trudno będzie wskazać zwycięzcę. Znam ludzi, którzy za takie wokale, jakie potrafią wyczarować Atalante 5, dosłownie daliby się pociąć, ale dla niektórych priorytetem jest zgodność z oryginałem, a gdy tylko słyszą jakiekolwiek oznaki kombinowania, ingerencji w nagrania, naginania rzeczywistości, choćby nawet owe zabiegi służyły poprawie przejrzystości i zmniejszeniu dystansu między muzyką a odbiorcą, rezygnują z dalszego odsłuchu i szukają dalej. Nawet jeśli serce podpowiada, że "piątki" grają lepiej, przy podejmowaniu decyzji w pewnym momencie do głosu dojdzie rozsądek i ten magiczny zakres średnich tonów nie będzie tak ważny jak większa uniwersalność "czwórek", ich zauważalnie niższa cena czy fakt, że nie zajmują tyle miejsca na podłodze. No, chyba że dopłata jest do przełknięcia, wolnej przestrzeni w pokoju odsłuchowym nie brakuje, żadnych ograniczeń w ustawieniu nie ma, a na myśl o zabawie z podstawkami, zatyczkami do bass-refleksów, kolcami i innymi akcesoriami zaczynacie się szeroko uśmiechać, bo perspektywa swobodnego oddawania się audiofilskiej pasji jest czymś, o czym myślicie niemal za każdym razem, zmierzając lub wchodząc do domu. Dla wielu melomanów dużym sukcesem jest jednak możliwość rozstawienia w domu pełnowymiarowego systemu stereo w jakiejkolwiek formie i zgaduję, że Atalante 4 zostały stworzone właśnie z myślą o tych, którzy muszą iść na pewne kompromisy albo najzwyczajniej w świecie wolą normalny sprzęt oferujący normalny, wyważony, sprawdzający się w każdych okolicznościach dźwięk.

Na korzyść Atalante 5 najbardziej przemawia to, że w swoim przedziale cenowym praktycznie nie mają konkurencji. I nie chodzi mi o to, że na rynku nie ma żadnych innych dobrych kolumn, bo to nieprawda, ale nie ma takich, które wyglądają i grają tak jak "piątki", łącząc vintage'owy styl i charyzmatyczne brzmienie, którego źródłem są 30-cm woofer i średniotonowa kopułka. Atalante 4 są natomiast zgrabnymi podłogówkami o neutralnym, uniwersalnym brzmieniu z odrobiną francuskiej lekkości i Revival Audio nie jest pierwszą firmą, która doszła do wniosku, że taki produkt może się ludziom spodobać. Mimo to obstawiam, że w statystykach sprzedaży "czwórki" wyprzedzą "piątki" o kilka długości. O ile bowiem te ostatnie są dość specyficzne, o tyle opisywany model daje naprawdę wiele, niewiele od nas wymagając. Co ciekawe, sprawdza się to nawet w kwestii sprzętu towarzyszącego. Oczywiście to nie tak, że francuskie podłogówki zagrają ze wszystkim, co działa i gra w miarę poprawnie, ale pozytywnie zaskoczyły mnie swoją elastycznością i wyrozumiałością. Odsłuch zacząłem od ciekawej konfiguracji z Lyngdorfem TDAI-3400 w roli źródła, lampowym przedwzmacniaczem Pier Audio PA-888 SE i niezwykle rzadko spotykanymi monoblokami Unison Research Smart 572. Każdy z tych oryginalnych grzejników wykorzystuje trzy triody SV-572-10 Svetlany, oferując moc około 50 W na kanał w czystej klasie A. Jak można się domyślić, grało to przepięknie, ale ponieważ koszt takiej dzielonki niebezpiecznie zbliża się do stu tysięcy złotych, doszedłem do wniosku, że pora zejść na ziemię i przełączyć się na samego Lyngdorfa. Spodziewałem się, że dźwięk trochę "zdechnie", ale nie - był bardziej obiektywny, nie miał już takiej gęstości i nasycenia, ale imponował dynamiką, przejrzystością, stereofonią i neutralnością. Myślę, że można w tym temacie pójść jeszcze dalej, bo Atalante 4 są łatwe do napędzenia i niezwykle wdzięczne. To jedne z tych kolumn, którym zwyczajnie chce się grać. Aby zaczęły marudzić, trzeba porządnie im podpaść, dobierając zbyt tanią, zbyt słabą, grającą zbyt płasko i beznamiętnie elektronikę. Jeżeli nie popełnicie tego błędu, będziecie mogli cieszyć się bardzo, ale to bardzo dobrym dźwiękiem.

Budowa i parametry

Revival Audio Atalante 4 to model trójdrożne kolumny wolnostojące wyposażone w 28-milimetrowy głośnik wysokotonowy z miękką kopułką oraz wbudowaną opatentowaną technologią Revival Audio ARID (Anti Reflection Inner Dome), która może absorbować do 95% rezonansu w komorze. Francuska firma chwali się także, że Atalante 4 wprowadza pierwszy w branży 5-calowy głośnik średniotonowy z konstrukcją BSC (Basalt Sandwich Construction). Współpracując z dwoma 7-calowymi głośnikami niskotonowymi BSC, głośnik ten ma osiągać subtelny balans między sztywnością a lekkością. Producent twierdzi, że dzięki wyjątkowej konstrukcji i potencjale w zakresie tłumienia, zaimplementowane przetworniki zapewniają naturalną, szybką i płynną modulację ze znakomitą dynamiką basu. Ciekawostką w modelu Atalante 4 jest jego ręcznie opracowana zwrotnica - wynik dziesięcioleci doświadczeń (staranne dostrojona "na ucho"). Revival Audio deklaruje, że Atalante 4 zawiera najlepsze w swojej klasie komponenty, w tym prestiżowe kable Van den Hul Skyline Hybrid. Zestaw nóżek Premium Spike nie tylko poprawia estetykę głośnika, ale również zapewnia stabilność funkcjonalną, umożliwiając łatwą regulację wysokości. Jeśli chodzi o parametry, nie widać w nich nic nadzwyczajnego. Efektywność wynosi 89 dB, impedancja nominalna to 4 Ω (minimum wynosi 3,2 Ω przy częstotliwości 120 Hz), pasmo przenoszenia rozciąga się od 38 Hz do 26 kHz, a częstotliwości podziału zwrotnicy ustalono na 550 Hz i 3 kHz. Producent rekomenduje ustawianie Atalante 4 w pomieszczeniach o powierzchni od 30 do 50 m² (moim zdaniem delikatnie przegiął, bo te podłogówki poradzą sobie nawet w mniejszych pokojach, ale niech będzie) oraz parowanie ich ze wzmacniaczami o mocy od 30 do 200 W (równie dobrze można było napisać "a podłączcie sobie, co tylko chcecie, może za wyjątkiem kilkuwatowej lampy"). Warto podkreślić, że jak na kolumny tej wielkości "czwórki" są naprawdę ciężkie - jedna taka paczka waży aż 38 kg. Podobnie jak inne modele z tej serii, Atalante 4 są projektowane i produkowane we Francji.

Werdykt

Revival Audio jest dowodem na to, że czasami pasja, doświadczenie, dobre pomysły i doskonały słuch są warte więcej niż bogata historia, rozbudowany katalog, nieograniczony budżet i owocowe czwartki. Atalante 4 to nie tylko kolejne znakomite kolumny francuskiej firmy, ale także wyraźny sygnał, że nie zamierza ona ograniczać się do produkcji nietypowego sprzętu dla koneserów. Teraz zawalczy również o klientów szukających czegoś uniwersalnego, do pewnego stopnia nawet banalnego, ale zbudowanego i brzmiącego lepiej niż konkurencja. Z "czwórkami" wszystko jest łatwe - ustawienie, dobór właściwej elektroniki, a nawet wybór wersji kolorystycznej. Zamiast analizować milion czynników i zastanawiać się, czy aby na pewno głośnikom będzie pasował nasz wzmacniacz albo czy nie zaczną marudzić, gdy włączymy jedną gorzej nagraną płytę, po prostu zatapiamy się w fotelu i słuchamy. Jedynym minusem jest brak kopułkowego głośnika średniotonowego. A przecież jest gotowy, sprawdzony, leży na półce i czeka na montaż. Podejrzewam że Daniel Emonts i Jacky Lee zrobili to celowo, aby nie wbić noża w plecy droższym "piątkom". Gdybym stanął przed takim dylematem, serce podpowiadałoby mi, bym wybrał Atalante 5, bo są to zestawy niezwykle charyzmatyczne, mające w sobie "to coś", jednak ostatecznie pewnie poszedłbym za głosem rozsądku i kupił "czwórki", ponieważ są bardziej neutralne, mniej wymagające i "normalniejsze", a do tego tańsze, więc w portfelu zostałoby jeszcze trochę pieniędzy na kable, dobry ser i aromatyczne Bordeaux.

Czytaj pełną recenzję na stronie magazynu StereoLife.pl