Recenzja Pier Audio MS-480 SE - wstereo.pl

TEST / PIER AUDIO MS-480 SE / Dla jednych wzmacniacze hybrydowe są lekiem na całe zło, bo łączą dwie technologie: lampową i tranzystorową. Inni – zagorzali zwolennicy jednej lub drugiej – uważają, że to kompromis, a kompromisów zwykle nie uznają. W Pier Audio uważają jeszcze inaczej, sprzedają i urządzenia lampowe, i hybrydowe. Sprawdziliśmy, jak to z tą francuską hybrydą jest. Oto test wzmacniacza Pier Audio MS-480 SE.

Wzmacniacze francuskiej marki Pier Audio są w Polsce stosunkowo od niedawna – można je u nas kupić od połowy 2019 roku. To niewielka manufaktura z siedzibą Vandome produkująca klasycznie wyglądające i zaprojektowane wzmacniacze lampowe oraz wzmacniacze hybrydowe. Wyglądają dość charakterystycznie dzięki przemyślanym zabiegom stylistycznym, polegającym między innymi na użyciu okrągłych, wychyłowych wskaźników w wielu modelach. 

TEST / PIER AUDIO MS-480 SE / Dla jednych wzmacniacze hybrydowe są lekiem na całe zło, bo łączą dwie technologie: lampową i tranzystorową. Inni – zagorzali zwolennicy jednej lub drugiej – uważają, że to kompromis, a kompromisów zwykle nie uznają. W Pier Audio uważają jeszcze inaczej, sprzedają i urządzenia lampowe, i hybrydowe. Sprawdziliśmy, jak to z tą francuską hybrydą jest. Oto test wzmacniacza Pier Audio MS-480 SE.

Wzmacniacze francuskiej marki Pier Audio są w Polsce stosunkowo od niedawna – można je u nas kupić od połowy 2019 roku. To niewielka manufaktura z siedzibą Vandome produkująca klasycznie wyglądające i zaprojektowane wzmacniacze lampowe oraz wzmacniacze hybrydowe. Wyglądają dość charakterystycznie dzięki przemyślanym zabiegom stylistycznym, polegającym między innymi na użyciu okrągłych, wychyłowych wskaźników w wielu modelach. 

Ludzie z Pier Audio twierdzą, że urządzenia przez nich są projektowane z poszanowaniem klasycznych i podstawowych zasad, według których podchodziło się w latach 70. i 80. XX wieku do  projektowania sprzętu audio. Stąd użycie lamp i okablowanie ich w powietrzu oraz użycie klasycznych, mocnych, często przewymiarowanych transformatorów.

Oferta Pier Audio jest przejrzysta i dzieli się na dwie serie: Classic i Gold. W tej pierwszej mamy tylko wzmacniacze lampowe. Klient ma możliwość wyboru konstrukcji opartych na różnych lampach (EL84, KT88 / 6550, 300B, KT66), z których każda brzmi nieco inaczej. Do wyboru są konstrukcje zintegrowane i wzmacniacz dzielony składający się z preampu i monobloków. Jeden z lampowych wzmacniaczy był testowany na stronie wstereo.pl – test modelu Pier Audio MS-300 SE  test TUTAJ.

Seria Gold to z kolei urządzenia łączące lampy i tranzystory, a więc hybrydowe. Podobnie jak w serii Classic mamy do wybory wzmacniacze zintegrowane oraz dwie konstrukcje dzielone (pre plus monobloki). W skład tej serii wchodzi również przedwzmacniacz gramofony i odtwarzacz płyt kompaktowych. Firma oferuje też jeden model kolumn głośnikowych.

Pier Audio MS-480 SE – test. Budowa

W swojej ofercie Pier Audio ma cztery zintegrowane wzmacniacze hybrydowe: MS-380 SE, MS-480 SE, MS-580 SE oraz MS-680 SE. Ten testowany jest w ofercie drugi od dołu. Trzy pierwsze zaprojektowano wizualnie w podobny sposób i od razu widać charakterystyczny design francuskiego producenta. Wzmacniacze mają wąską i stosunkowo głęboką obudowę i na pierwszy rzut oka wyglądają dość filigranowo. Ale po wzięciu do ręki okazuje się, że jednak swoje ważą. 

Rzut oka na przednią ściankę Pier Audio MS-480 SE (można zamówić złotą lub czarną) też od razu zdradza, od kogo pochodzi ten wzmacniacz. Pier Audio stosuje często charakterystyczne wychyłowe wskaźniki zamknięta za okrągłymi okienkami. W tym modelu jest żółty i dość mocno podświetlony (można by pomyśleć o regulacji natężenia podświetlenia). 

Wskaźnik umieszczono nad masywnym pokrętłem regulacji głośności otoczonym ozdobnym ringiem z ośmioma śrubami. Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się to marynistycznie, z jakimś pulpitem ze statku. Wygląda ciekawie. Po lewej stronie jest tylko przycisk włączający urządzenie. Po prawej – okienko zdalnego sterowania, przycisk wyboru źródła i umieszczone pionowo kontrolki wybranego wejścia.

Na górnej pokrywie wzmacniacza widać spore otwory wentylacyjne oraz – w przedniej część – dwa okienka zaślepione ciemnym tworzywem. Znajdują się nad lampami, ale szczerze mówiąc niewiele przez nie widać blasku tych lamp, bo są zbyt  ciemne. I szczerze mówiąc trochę psują wizualną czystość wzmacniacza. 

Na tylnej ściance znajdziemy pięć par wejść RCA, jedno nich oznaczono jako BYPASS. Omija ono przedwzmacniacz i można w ten sposób podłączyć wzmacniacz do systemu kina domowego i napędzać przednie kolumny. Na środku para gniazd głośnikowych, po lewej – gniazdo na kabel zasilający.

Pier Audio MS-480 SE jest wzmacniaczem hybrydowym. Sekcję przedwzmacniacza oparto o dwie pary lamp 12AT7 oraz 12 AU7. Fabrycznie montowane są lampy chińskiego producenta Shuguang. To jednak dość popularne podwójne triody i jest sporo ich zamienników, nabywca może więc zmienić lampy i kształtować w ten sposób brzmienie wzmacniacza.

Sekcja końcowa jest tranzystorowa, pracuje w klasie AB. Wzmacniacz dysponuje mocą 50 watów, przy obciążeniu 4 i 8 omowym. Uwagę zwraca użycie 320 VA klasycznego  transformatora zamiast popularnego transformatora toroidalnego. Za regulację głośności odpowiada potencjometr Alps.

Wzmacniacz ma w ciekawy sposób ustawioną tonalność. Odbieramy go jako urządzenie grające stosunkowo ciepło, ale jednocześnie słychać wigor i nie odczuwamy spowolnienia czy nadmiernego otłuszczenia muzyki

Wzmacniacz Pier Audio MS-480 SE możemy zamówić ze złotym bądź czarnym frontem z aluminium, obie wersje kosztują tyle samo. W komplecie jest metalowy pilot zdalnego sterowania. Urządzenie wyceniono na 4990 złotych, zalicza się więc do grupy B (urządzenia budżetowe w cenie od 2,5 do 5 tys. zł).

Pier Audio MS-480 SE – test. Brzmienie

Wzmacniacze hybrydowe w założeniu miały pogodzić dwa światy audio: lampowy i tranzystorowy. Z jednej strony chodziło o zachowanie “magii lampowego brzmienia” z siłą grania tranzystorowego. Czymkolwiek owa przysłowiowa “magia” jest. Bo tak naprawdę niewielu potrafi to powiedzieć. Natomiast wiadomo, że wzmacniacze lampowe w niektórych przypadkach (choć nie we wszystkich) mogą mieć ograniczenia mocowe i tranzystory często lepiej radzą sobie z napędzeniem trudnych kolumn o niskiej skuteczności i nieprzyjaznym przebiegu impedancji. Hybryda miała więc być rozwiązaniem.

Łączenie lamp z tranzystorami wychodzi – jak wszystko w audio – bardzo różnie, raz lepiej, raz gorzej, bo samo wykorzystanie konkretnej technologii nie determinuje w stu procentach konkretnego efektu. Spora część wzmacniaczy hybrydowych ma jednak jakiś wspólny brzmieniowy rys. Jakie to brzmienie? 

Muzykalne – zwykle tak mówi się o tego typu prezentacji. A więc mniej lub bardziej ocieplone, z mocno nasyconą i podaną pierwszoplanowo dość gęstą średnicą, górą pasma pokazaną bez natarczywości, z solidnym basem dającym dobry fundament muzyce, choć nie zawsze najszybszym. Tak grała na przykład testowana TAGA Harmony HTA 2000B V2 (test TUTAJ). I wiele z tych cech odnajdziemy także we francuskim wzmacniaczu, aczkolwiek ma też kilka własnych, charakterystycznych cech, które czynią jego brzmienie oryginalnym.

Zacznijmy od tego, że Pier Audio MS-480 SE – mimo że nominalnie dysponuje niezbyt oszałamiającą mocą 50 W przy obciążeniu 8 omowym – gra naprawdę dynamicznie i swobodnie. Nie złapałem go na wpadaniu w zadyszkę nawet przy symfonice czy muzyce rockowej. Jak na nie najdroższe w sumie urządzenie radzi sobie naprawdę nadzwyczaj dobrze. Oczywiście nie jest to swoboda potężnych amerykańskich końcówek mocy czy nowoczesnych wzmacniaczy impulsowych, ale gra naprawdę dynamicznie.

Nie ma problemów z oddawaniem skali muzyki, nie zmniejsza pozornych źródeł i nie tłamsi swobody brzmienia. Nie jest może jakimś demonem szybkości, ale szybkie, rytmiczne gitary z płyt System of A Down czy basowe pochody i klangowania Lesa Claypoola z Primusa oddawał z wigorem. Osiągnięto to między innymi za pomocą idealnie uzyskanego kompromisu, między kontrolą nad dźwiękiem a swobodą wybrzmień.

Francuski wzmacniacz atakuje dźwięk w sposób mocny, ale nie bezpardonowy, wyraźnie zaznacza początek i koniec, ale pozwala na odrobinę miękkości i obłości w konturze. Gdyby chcieć to pokazać obrazowo, to nie jest to ani uderzenie gumowym młotkiem blacharskim, ale równie nie cios stalowym młotem kowalskim. To raczej przypomina stolarski młotek-pobijak drewniany, gdzie jest i elastyczność, i siła. Dlatego nie odczuwamy ani spowolnienia i rozleniwienia muzyki, ani zbytniego ograniczenia wybrzmień. I trzeba przyznać, że to się projektantom z Pier Audio naprawdę udało.

Pier Audio MS-480 SE na pewno nie działa jak mikroskop, nie jest urządzeniem brzmiącym hiperrozdzielczo i hiperdetalicznie. Ale podobnie jak w przypadku dynamiki osiągnięto naprawdę bardzo dobry kompromis między pokazaniem najmniejszych detali a spójnością brzmienia. 

Wzmacniacz nie chowa niczego przed słuchaczem, ale również nie wywleka najdrobniejszych drugo, czy trzecioplanowych drobiazgów na wierzch nagrania. Musimy się nieco skupić, aby usłyszeć wszystkie smaczki ukryte w skomplikowanych aranżacjach. 

Co prawda część słuchaczy lubi, kiedy każdy szmer, cyknięcie czy cichutki dźwięk jest podany jak na tacy, jednak inni mają na to gotową odpowiedź: nie po to realizator umieścił je w miksie głęboko i daleko, żeby wyskakiwał nagle na pierwszy plan. W każdym razie Pier Audio idzie tu środkiem drogi – jest wzmacniaczem kompromisu, mądrego kompromisu. 

Wzmacniacz Pier Audio MS-480 SE ma w ciekawy sposób ustawioną tonalność. Odbieramy go jako urządzenie grające stosunkowo ciepło, ale jednocześnie słychać wigor i nie odczuwamy spowolnienia czy nadmiernego otłuszczenia muzyki. Uzyskano to tym, że od dołu go góry pasma idzie coraz większa otwartość brzmienia a ocieplenia jest coraz mniej. Ale to przejście jest płynne i stopniowe, nie zaburza spójności, nie mamy wrażenia, że jakaś część pasma do siebie nie pasuje. 

Zacznijmy od średnicy, bo ona wydaje się być najbardziej zrównoważona. Pier Audio MS-480 SE średnicę ociepla i dodaje jej wypełnienia, najbardziej widoczne jest to w jej dolnej części łączącej się z basem. Dzięki temu bardzo namacalnie oddane są ludzkie głosy, w których nigdy nie brakuje tego fizjologicznego pierwiastka, obecności, plastyczności. To samo tyczy się na przykład klarnetów czy saksofonów, posłuchajcie na przykład Branforda Marsalisa i jego genialnej płyty “Eternal”. 

Im wyżej w średnicy, tym tego ocieplenia jest odrobinę mniej, ale jest słyszalne. Podobnie jak w przejściu do wysokich tonów. Dlatego z jednej strony wyższa średnica wydaje się żywsza i pełna werwy ale dolna góra nadal jest nasycona i ma odpowiednią wagę. Natomiast sam wysoki skraj pasma jest neutralny i dość jasny. Dlatego ciekawie brzmią na tym wzmacniaczu na przykład talerze – blachy na płycie “Angel of the Presence” tria John Taylor, Martin France, Palle Danielsson mają i odpowiednią wagę, ale i całkiem przyzwoicie wybrzmiewają.

Dolny skraj pasma Pier Audio MS-480 SE podaje w sposób najbardziej ciepły, co poprawia odczucie sporej skali brzmienia tego wzmacniacza. Z pewnością nie jest to najszybszy bas świata, ale też nie można mu zarzucić jakiejś przesadnej rozwlekłości. Fakt, najniższe dźwięki czasem potrafią lekko się przeciągnąć, ale średni i wyższy bas jest już wolny od tej przypadłości. 

Generalnie tonalność francuskiego wzmacniacza to znowu dowód na to, jak można osiągnąć mądry brzmieniowy kompromis w nie najdroższym urządzeniu. Słuchać to, kiedy włączymy na przykład świetną interpretację wstrząsającej antyrasistowskiej pieśni “Strange Fruit” w wykonaniu Cassandry Wilson z płyty “New Moon Doughter”. Rozpoczynający utwór odgłos zapalanej zapałki jest wyraźny i mocny. Kontrabas ma siłę i wielką masę, niski, pełny głos wokalistki jest obecny i namacalny. A gitara rezofoniczna i pojawiający się chwilami kornet mają odpowiednią drapieżność i otwartość. Bardzo dobrze się tego słuchało.

Przestrzeń jest chyba stosunkowo najmniej spektakularnym elementem brzmienia Pier Audio MS-480 SE. O ile nie można mieć zastrzeżeń co do wielkości muzycznych brył, ich stabilnej i precyzyjnej lokalizacji, to jednak ani głębokość sceny ani szerokość obrazu stereofonicznego nie są jakieś ponadstandardowe. Wzmacniacz grał głównie mocno zaznaczonym pierwszym planem, to, co działo się głębiej pokazywał z mniejszą atencją. Ale też nie oczekujmy cudów po urządzeniu za niespełna pięć tysięcy złotych. Dobrze oddawane są przestrzenne wybrzmienia, np. kontrabasu Miroslava Vitousa na świetnej płycie “Wings” nagranej w duecie z saksofonistą Adamem Pierończykiem.

Czytaj pełną recenzję na stronie internetowej magazynu wstereo.pl